Jak uniknąć baby blues

... i przetrwać pierwsze miesiące po porodzie

W końcu nadszedł ten dzień – na świat przychodzi upragnione, wyczekane i tak bardzo już kochane dzieciątko. Euforia, strach, szczęście, przerażenie, podniecenie, zmęczenie i energia – wszystkie uczucia i stany nagle wypełniają cię jednocześnie i czujesz, że możesz wszystko. Szczęśliwa wracasz w końcu do domu. Pierwsze dwa tygodnie żyjesz nakręcana tymi emocjami i siłą, która przychodzi chyba z kosmosu. Niemowlaczek – aniołek tylko je i śpi, a ty patrzysz w ta słodką buzię i mogłabyś żyć tylko tym zachwycającym widokiem, który sprawia, że wypełnia cię błogie uczucie spełnienia. Mija jednak kolejnych kilka dni, adrenalina i emocje opadają, hormony zaczynają wariować, pojawia się zmęczenie, włosy zaczynają wypadać, spodnie sprzed roku okazują się dalej za ciasne ( i w ogóle zastanawiasz się „jak ja się kiedykolwiek w nie mieściłam?!”). Do tego wszystkiego cudowne dziecię nagle budzi się z anielskiego snu, wymaga więcej uwagi.. dużo więcej uwagi! Nie tylko uwagi, bo i siły, którą trzeba mieć, żeby nosić i bujać na rękach nieraz całą długą noc. Twoje piersi (jeśli karmisz piersią) nagle tryskają mlekiem w niepohamowany sposób, a ty czujesz się jak mleczarnia dostępna 24h / dobę. Karmisz co godzinę, może czujesz się niewolnikiem mlecznego systemu i jedyne o czym marzysz to to, żeby to „słodkie dzieciątko” w końcu zasnęło na dłużej niż godzinę (bo wtedy sama możesz choć na chwilę rzucić się na łóżko i zamknąć oczy. Nagle wielka różowa bańka wyobrażeń o macierzyństwie pęka, a ty stajesz przed lustrem i widzisz w swoich oczach… wielki baby blues.  

Oto moje kilka rad, jak przetrwałam ten trudniejszy czas:

1. Przypomnij sobie o sobie

W tym całym zamieszaniu emocji, zmęczenia i opieki nad dzieckiem często zapominamy o sobie. Ja też się na tym łapię. W naszym życiu dużo się zmieniło. Tak jest – jesteś mamą! Być może sama jeszcze nie odnalazłaś się w nowej sytuacji, a czas i tak pędzi jak szalony, przez co nie możesz nadążyć. Bycie mamą to wyjątkowa rola! Nie zapominaj nigdy o sobie, bo dla naszych dzieci to właśnie my jesteś najważniejsze. Dzieci potrzebują żebyśmy były szczęśliwe, bo tylko wtedy i one będą szczęśliwe. 

2. Zadbaj o siebie

Z braku czasu, nastroju i sił łatwo ulec pokusie i odpuścić sobie swoje dotychczasowe zabiegi. 

Po drugiej ciąży kupiłam sobie przeróżne maseczki do twarzy i lakiery hybrydowe. Obiecałam, że choćby nie wiadomo jak się waliło, 2 – 3 razy w tygodniu znajdę czas na kojącą pielęgnację skóry mojej twarzy i raz na 3 tygodnie na zrobienie sobie paznokci. I powiem Wam, że choć sytuacja w domu bywała różna, zawsze udało mi się tą chwilę znaleźć, a dzięki temu czułam się dobrze sama ze sobą. Czułam się zadbana. Wyglądałam dobrze i czułam się dobrze. Może też tak masz z jakimś zabiegiem pielęgnacyjnym, że bez niego czujesz się jakbyś byłą goła. Ja tak mam z paznokciami – jak nie mam na nich koloru to czuję się nieswojo. Pierwszą wolną chwilę dla siebie poświęciłam więc na zrobienie paznokci – może to i próżne, ale mnie poprawiło humor i sprawiło, że czułam się pewniej. Czułam, że w tym całym „mlecznym interesie” dalej jestem kobietą. A tego w tamtym czasie było mi bardzo potrzeba.

Najgorsze chyba co możesz zrobić, to pozwolić sobie wskoczyć w dresy, kapcie, wyciągnięte koszulki do karmienia i z worami pod oczami patrzeć z nutką zazdrości jak pięknie wyglądają inne kobiety. Nie rób tego! Zadbaj o siebie! 

3. Wyjdź z domu sama

Moc samotnych spacerów odkryłam na szczęście, gdy trafiłam na pewne wyzwanie w sieci. Jednym z założeń było przejście lub przebiegnięcie 2 km dziennie lub 4 km co drugi dzień.  Robię codziennie 2 km, zajmuje mi to nie dłużej niż 20 minut. Możecie mi wierzyć lub nie, ale to jest dla mnie najbardziej wyczekiwany punkt dnia. Wychodzę się wyciszyć, odpocząć i przede wszystkim odreagować. Jestem w stanie wyjść o 4 nad ranem albo dopiero po 23.00, bo z możliwościami czasoprzestrzennymi bywa różnie, ale nigdy nie odpuszczam. Wbrew pozorom, właśnie wtedy kiedy mamy z naszą Melką cięższy dzień i jestem bardzo zmęczona, jakoś wychodzą mi najlepsze czasy albo ambitniejsze trasy. Wracam odświeżona i z nową energią. Do tego ruch wspiera proces powrotu do formy, a to dodatkowy atut.

4. Zrób coś dla siebie

Jeśli jesteś kosmicznie zmęczona, to wykorzystaj chwilę spokoju albo poproś kogoś o opiekę nad niemowlakiem i po prostu się wyśpij. Jeśli z twoją higieną snu jest już lepiej, to znajdź czynność, która sprawi ci przyjemność. Ja początkowo chciałam ambitnie zabrać się za treningi, ale szczerze, nie zawsze starcza mi teraz na to sił albo ochoty… Czasem po godzinie bujania na rękach małej czuję się bardziej spompowana niż po treningu na siłowni (i szczerze to chyba efekty nawet widać po moich ramionach). Wzięłam do ręki książkę. Wygodny fotel, gorąca herbata albo kawka, chwila spokoju i książka, pozwalają mi się choć na chwilę oderwać od rzeczywistości. Nie musisz od razu czytać epopei ani powieści narodowych, spróbuj czegoś co cię interesuje. Ja się przyznam, że czyta teraz książki motywacyjne albo z rozwoju osobistego (bo trochę tego teraz potrzebuję) oraz z tematyki diet i sportu.    

5. Nie musisz być idealna

Bycie mamą nie ma nic wspólnego z tymi wyreżyserowanymi zdjęciami w sieci czy gazetach. Nie wierz też w wywiady celebrytów „my nie znamy tematu nieprzespanych nocy” albo „w miesiąc wróciłam do formy sprzed ciąży” i „mam czas na wszystko”. Jak naprawdę wygląda macierzyństwo to wiesz już doskonale i ty i ja. Tak jest. Macierzyństwo jest piękne, ale wymagające, trudne ale do ogarnięcia. Dlatego bądź dla siebie wyrozumiała. Mi też czasem brakuje sił i cierpliwości, ja też czasem zostawię na chwilę płaczące w łóżeczku dziecko, bo sama muszę wyjść do pokoju obok się uspokoić. Ja tez pociskam dziecku w nocy smoczek, że chociaż poleżało cicho jeszcze te 15 minut, bo moje oczy nad ranem odmawiają posłuszeństwa otwarcia się… Też nie mam idealnie posprzątanego mieszkania i też czasem zamykam się w łazience żeby popłakać. Nikt nie jest idealny i ty też nie musisz do tego dążyć. Wrzuć na luz, a będzie ci naprawdę łatwiej.

6. Włącz muzykę

„Muzyka łagodzi obyczaje” a u nas kolki i trudności z zaśnięciem ;) Kiedy Melka nie chce zasnąć włączam sobie piosenki z zumby i próbuję tańczyć z nią na rękach. Może wydaje się to dziwne, ale mi się poprawia humor, a mała szybko zasypia.

7. Podziel się obowiązkami

Wiem, że nie każda mama ma to szczęście tak jak ja wychowywać swoje dziecko razem z jego ojcem, ale na pewno macie kogoś w rodzinie, albo bliskiego znajomego, kto jest wam w stanie troszkę pomóc. Przy naszej pierwszej córeczce nie chciałam pomocy nikogo poza mężem, choć i jemu nie pozwalałam na za dużo. Chciałam wszystko sama, uważając, że sama zrobię to najlepiej. Dziś nauczona już trochę doświadczeniami, wiem że dziecko i tak nie da sobie zrobić krzywdy (nawet takie malutkie mają niesamowity instynkt przetrwania) i pozwalam się dzieciakami zajmować nawet teściowej ;)  a ja mam odrobinę wolności. A tak serio, to korzystajcie z każdej chętnej do pomocy dłoni (póki jeszcze chcą pomóc ;) ), bo inaczej można się po prostu uwięzić w tych wszystkich obowiązkach i zajechać. 

I na koniec pamiętaj – każdy zły dzień w końcu minie, każdy ciężki okres tak samo, i z dnia na dzień będzie coraz lepiej :) Trzymajcie się młode mamy!

 
Podobał Ci się post?



PODOBNE

Obserwuj mnie na

Instagram

O mnie

Monika Wieczorek

Z zawodu architekt z zamiłowania doświadczony instruktor fitness, trener personalny i początkujący dietetyk. Maniaczka wszelkich form aktywnego spędzania wolnego czasu. Prywatnie żona i mama dwóch aktywnych córeczek.

Newsletter

Zapisz się do newsletter aby być na bieżąco z nowościami oraz wydarzeniami na fitpassion.pl.


Zapisując się do newslettera otrzymujesz:

  • regularne zestawienie nowości na moim blogu
  • darmowe porady dietetyczne
  • wyjątkowe przepisy kulinarne

Współpraca

Do tej pory współpracowałam m.in. z takimi markami jak:

banner